">

"> Gwiazdka

Dzisiaj jest: poniedziałek,
19 listopada 2018r.

wykop.pl

Ewa Zachwieja

Tue, 2004-10-19 09:30:27

Gwiazdka

Przedstawienie na Boże Narodzenie

Scenografia: z prawej strony, trochę z przodu rama okienna, za którą widać niebo pełne gwiazd (wszystko można wykonać z bibuły); niedaleko okna - łóżko z pościelą (można wykorzystać materac, gruby koc itp.); obok - mały stolik kuchenny, na nim koszyczek z chlebem, świąteczny stroik; w miarę rozwoju akcji potrzebne także będą figurki do przygotowania stajenki betlejemskiej.

/Na scenę wychodzi narrator/

Narrator:
Zima: czas jasności. Cała ziemia staje się piękniejsza i przykrywa wszystko bielutkim śniegiem. Jaśnieje także niebo - można dostać zawrotu głowy patrząc w niebo przepełnione gwiazdami - wszystkie radosne i mrugające. A wśród nich jedna tajemnicza, niepodobna do innych. Gwiazda, która nigdy nie zagaśnie - jest przecież światłem Bożej Dzieciny. Została nam ofiarowana w darze, zawieszona na niebie naszego życia. Czasami tylko zbyt wiele spraw przesłania nam jej blask.
Może to już najwyższy czas, by odkryć ją w swoim życiu?

/W drodze do szkoły - na scenę wychodzą dwaj chłopcy i dziewczynka ze szkolnymi plecakami/

Chłopiec 1: Co robicie jutro po lekcjach?

Ch 2: Nie wiem jeszcze. Dlaczego pytasz?

Ch 1: Ach, bo pomyślałem, że już najwyższy czas kupić prezenty. Może poszlibyśmy razem na zakupy?

Ch 2: A masz pieniądze? Zresztą - kogo ja pytam. Przecież ty zawsze masz pieniądze.

Ch 1: Podobnie jak ty.

Ch 2: No faktycznie. Fajnie jest mieć bogatych rodziców.

Ch 1: A ty, Kasia, pójdziesz z nami?

Kasia: Nie wiem jeszcze.

Ch 2: Chyba zamierzasz kupić Mamie jakiś prezent?

K: No...tak.

Ch 1: W takim razie jesteśmy umówieni - jutro po lekcjach. Cześć.

K: Cześć.

/Chłopcy schodzą ze sceny. Kasia w drodze do domu głośno rozmyśla:/

K: Dla nich to takie proste - chcą kupić rodzicom prezent, to kupują. Nie muszą zastanawiać się skąd wziąć na to pieniądze. A ja?

/sięga do kieszeni, głośno liczy pieniądze/

K: 50 gr, 30... Razem złotówka i 20 groszy. I jeszcze parę złotych w domu. Rzeczywiście - mogę śmiało iść jutro na zakupy - ale chyba tylko po to, żeby mnie koledzy wyśmiali. Nie, nie pójdę jutro z nimi na te zakupy.

/po chwili/

A ja naprawdę chciałabym kupić mamie prezent. I tacie. To wszystko jest takie niesprawiedliwe...

/W domu: Mama krząta się w kuchni. Kasia siedzi przy stole z posępną miną/

Mama: Coś ty dzisiaj taki niemrawa? W szkole coś nie tak?

K: Nie. W szkole wszystko w porządku. Nic mi nie jest.

M: Oj, chyba jednak niezupełnie . Może jutro powiesz mi coś więcej. Dzisiaj mam nocną zmianę. Zaraz muszę wyjść. Pozmywaj po kolacji, dobrze? Na tatę też nie czekaj. Dzwonił, że wróci bardzo późno.

K: Mamo?

M: No co?

K: Co byś chciała ode mnie na Gwiazdkę?

M: /z uśmiechem/ Od ciebie córeczko? Żebyś się częściej uśmiechała.

K: Wygłupiasz się mamo, a ja pytam poważnie.

M: No więc dobrze. Niech pomyślę. Może gwiazdkę z nieba? Tak, to byłby piękny prezent. Taka gwiazdka potrafiłaby rozjaśnić wszystkie smutki i troski... A tak już naprawdę poważnie: Ty jesteś zawsze najlepszym prezentem dla mnie - to, że jesteś zdrowa, że dobrze się uczysz, że mi pomagasz - uwierz mi - nie potrzebuję nic więcej. /spogląda na zegarek/ No ładnie - teraz to na pewno się spóźnię. Biegnę już. Tylko nie siedź za długo. Pa!

/Mama schodzi ze sceny. Kasia siedzi na łóżku; albo patrzy przez okno, głośno rozmyśla; jest noc-późny wieczór/

K: Gdybym była bogata, kupiłabym mamie piękny łańcuszek ze złotą gwiazdką./uśmiecha się/ Miałaby tę swoją gwiazdkę...
Dlaczego wcale nie cieszę się na te święta? Wszystko jest jakieś takie szare i smutne. I na dodatek nie mogę zasnąć.
/patrząc w niebo/ Ach, gwiazdy, tyle was na niebie.. Dlaczego żadna z was nie może mi pomóc? Kiedy Trzem Królom potrzebna była wasza pomoc, od razu znalazła się chętna do pomocy. /po chwili/ No tak, wiem, ja nie jestem królem...

/Kasia kręci się na łóżku. Zamyka oczy, to znowu je otwiera, przewraca się na drugi bok, znowu zamyka oczy... Nagle w pokoju robi się trochę jakby jaśniej. Pojawia się Gwiazda - dziewczynka przebrana w lśniąca długą suknię, która może być pokryta małymi srebrnymi gwiazdkami/

Narrator:
Kasia długo nie mogła zasnąć. Gdy wreszcie zasnęła, stało się coś niezrozumiałego - w pokoju zrobiło się jakby jaśniej, a przy Kasi pojawiła się jakaś tajemnicza postać. A może to wszystko tylko się Kasi śniło?

Gwiazda:
Strasznie jesteś marudna, wiesz? Ale muszę przyznać, że jesteś wyjątkowym dzieckiem. Większość myśli teraz tylko o tym, jakie dostaną prezenty, a Ty nawet przez chwilę nie pomyślałaś o sobie.

K: Ale kim ty jesteś?

G: A do kogo jeszcze przed chwilą miałaś pretensje, że nie chce ci pomóc?

K: Niemożliwe. To nie może być prawdą. Przecież gwiazdy nie mogą ot tak przychodzić na ziemię.

G: Pamiętaj - najprawdziwsze jest to, co dzieje się w Twoim sercu...
Jestem tu, bo widzę, że muszę tak, jak Trzem Królom, wskazać Ci drogę do maleńkiego Jezusa. Trochę zaczęłaś zbaczać z tej właściwej drogi. Twój smutek przesłania Ci to, co najważniejsze. Sama przyznaj - myślisz tylko o tym, skąd zdobyć pieniądze na prezenty. Ale uwierz mi - gdyby rzeczywiście w całych tych świętach najważniejsze byłe drogie prezenty, to podejrzewam, że Jezus nie narodziłby się w ubogiej stajence, ale wybrałby sobie najpiękniejszy pałac. Prawda na całe szczęście jest taka jaka jest, więc przestań już rozmyślać i śpij spokojnie. Ta smutna mina zupełnie do Ciebie nie pasuje.

K: Rzeczywiście - potrzebowałam kogoś, kto by przypomniał mi o tym, co najważniejsze. Tak mi wstyd, że myślałam tylko o tych pieniądzach.

G: No, już dobrze. I nie martw się o prezenty - zobaczysz, że sprawisz rodzicom w te Święta jeszcze dużo radości. Zaufaj mi.

/W drodze do szkoły. Kasia już z daleka dostrzega swoich kolegów/

Narrator:
Następnego dnia, w drodze do szkoły, Kasia ciągle rozmyślała nad tym, co wydarzyło się w nocy.

K: /głośno myśli/ No tak - sen miałam ładny, ale rzeczywistość jest już mniej bajeczna. I co ja im teraz powiem? Że nie idę z nimi po prezenty, bo nie mam pieniędzy? Na pewno mnie wyśmieją.

Ch 1: Cześć. Słyszeliście? Nie mamy dzisiaj historii, idziemy godzinę wcześniej do domu.

Ch 2: Super! Będziemy mogli dłużej pochodzić po sklepach. Prawda?

K: To raczej wy będziecie mogli, bo wiecie...

/nagle podchodzi do nich koleżanka i od razu wtrąca się do rozmowy, nie dając Kasi dokończyć zdania/

Ania: Dobrze, że was widzę. Potrzebuję waszej pomocy i to dzisiaj, zaraz po lekcjach.

Ch 1: Myślisz, że my nie mamy swoich zajęć? Znajdź sobie kogoś innego.

/Chłopcy chcą odchodzić. Kasia ich zatrzymuje/

K: Poczekajcie. Dowiedzmy się chociaż o co chodzi.

A: Dzięki Kasia. No więc posłuchajcie. Dowiedziałam się, że zachorowała Pani, która każdego roku przygotowywała żłóbek w kościele na Boże Narodzenie. Ksiądz został teraz z tym sam, a przecież ma jeszcze mnóstwo innych spraw na głowie. Zaproponowałam więc, że my przyjdziemy dzisiaj po lekcjach i się tym zajmiemy. Nie możecie mnie teraz z tym zostawić.

Ch 1: No pięknie! „Nie możecie mnie teraz z tym zostawić”! A ty mogłaś podjąć za nas decyzję nie raczywszy nawet zapytać nas o zdanie? Teraz radź sobie sama.
/do pozostałych/ Chodźcie, idziemy.

K: Dajcie spokój. Przecież zdążymy jeszcze kupić te prezenty. A skoro Anka obiecała, że przyjdziemy...

Ch 1: Nie ma mowy. Ja nie idę. Jak chcesz, to idź z nią. Droga wolna.

Ch 2: Może rzeczywiście Kasia ma rację. Przecież jak pójdziemy wszyscy razem, nie zajmie nam to dużo czasu. Najwyżej na zakupy pójdziemy trochę później.

Ch 1: Ale pod warunkiem, że naprawdę się pospieszymy.

A: Świetnie, wiedziałam, że mogę na was liczyć. W takim razie do zobaczenia w kościele - zaraz po lekcjach.

Ch 1: /do Kasi/ Chciałaś nam coś powiedzieć zanim przyszła Anka?

K: A, tak. Ale to już nieważne.

/W kościele - układają figurki w stajence/

Narrator:
Gdy przyszli do kościoła, od razu zabrali się do pracy.

A: Najpierw pasterze. Zobacz jaki ten brudny, odkurz go.

K: Może zaczniemy od aniołków?

Ch 1: Ja się zajmę zwierzątkami.

K: Tylko jakoś lepiej je rozmieść. Daj kilka owieczek przy pastuszkach. Okey- teraz lepiej.

Ch 2: Zaraz pęknę ze śmiechu. Zobaczcie, co on zrobił - wielbłąda postawił przy pasterzach!

A: No nie... Pomyśl trochę. Miejsce wielbłądów jest przy Królach!

Ch 1: Ojej! Wielkie mi co. Pomylić się nie można?!

Ch 2: A gdzie postawimy żłóbek?

A: Jak to: gdzie? Na środku, żeby było go dobrze widać.

K: Pamiętajcie o miejscu dla Maryi i Józefa.

A: Spokojnie, wszyscy się zmieszczą.

Ch 1: No to teraz najważniejsza figurka - Maleńki Jezus. /do kolegi:/ Przesuń się. Zastawiasz dojście do żłóbka!

Ch 2: A ty sam tu nie jesteś.

Ch 1: Uważaj!!! /figurka spada na podłogę i rozbija się/ No i co zrobiłeś?!

Ch 2: Jak to ja?! Sam mogłeś Go lepiej trzymać!

A: No to się narobiło. Świetnie! Po prostu świetnie! I co my teraz zrobimy!?

K: Widziałam takie figurki w sklepie.

Ch 2: Ciekawe, ile kosztowała.

A: Na pewno niemało. Taką małą (tu pokazuje) widziałam za 5 zł.

Ch 1: No to zapomnijcie o tym. Przecież nie mamy pieniędzy.

A: Jak to nie? Wydawało mi się, że wybieraliście się na zakupy... więc chyba jednak macie pieniądze?

Ch 1: Owszem, ale żeby kupić prezenty, a nie jakieś tam figurki.

A: Ty to ale się wyrażasz, wiesz?

K: Jedno jest pewne - żłóbek nie może pozostać bez Jezusa. Musimy kupić tę figurkę.

Ch 2: /próbuje zbierać rozbitą figurkę/ A może by to jakoś posklejać?

Ch 1: Już patrzyłem - nie da się.

Ch 2: Głowa jest cała. Może by tak resztę przykryć siankiem - no wiecie, niby, że Dzieciątku jest zimno i Maryja zakryła Je po samą szyję...

A: Jak ty już coś wymyślisz!

K: Trzeba kupić nową figurkę. Nic lepszego nie wymyślimy. Złóżmy się. Ja mogę dać 5 zł.

Ch 1: Zwariowałaś?! A za co kupimy prezenty?

Ch 2: O nie, na mnie nie liczcie. Ja się do tego nie dokładam.

/chłopcy odchodzą/

A: Fajnych mamy kolegów, nie ma co.

K: Przecież ich nie zmusimy. Ale spróbuję jutro ich jeszcze przekonać. Chyba nic się nie stanie, jeśli dokończymy jutro ustawianie żłóbka. Do wigilii przecież jeszcze całe dwa dni.

A: Chyba masz rację. Wytłumaczę to jakoś Księdzu.

K: Ale nie mów nic o figurce. Zobaczysz, że jutro kupimy nową. Nie wiem jeszcze jak, ale spróbuję przekonać chłopaków.

A: W porządku. Ja też spróbuję zdobyć trochę pieniędzy. To do jutra. Cześć.

K: Cześć.

/W domu - Kasia już jest w łóżku/

Narrator:
I tej nocy Kasia nie mogła zasnąć. W jej głowie ciągle kołatały pytania, na które sama nie potrafiła znaleźć odpowiedzi.

K: Czemu to tak musi być? Ciągle coś się nie układa.

/na te słowa znowu pojawia się Gwiazda; siada na łóżku obok Kasi/

G: A może dobrze, że tak się stało?

K: Dobrze? A co w tym dobrego?

G: Może to wszystko stało się dlatego, by i Twoi koledzy przypomnieli sobie o tym Kto i co najważniejsze jest w te Święta?

K: Ale co ma z tym wspólnego rozbita figurka?

G: Zobacz, jak oni są daleko od szopki Betlejemskiej. Oni nawet nie zaczęli szukać Jezusa. Gdyby było inaczej - przynajmniej spróbowali by wam pomóc w zdobyciu nowej figurki, podzielili by się chociaż odrobiną swoich pieniędzy. Ale im nie przyszło to nawet do głowy. Dla nich najważniejsze jest kupowanie drogich prezentów. Sama powiedz - gdzie w tym wszystkim miejsce dla Jezusa?

K: Rzeczywiście. Pewnie są od Niego dalej, niż byli Trzej Królowie. Ale jak rozbicie figurki Pana Jezusa może ich do Niego doprowadzić? Nie rozumiem.

G: Naprawdę może. Trzeba tylko, żeby otworzyli swe oczy i Ty im w tym pomożesz.

K: Ja ? Bardzo chętnie. Tylko co ja mogę? Nie potrafiłam przecież ich nawet namówić, żeby odkupili tę figurkę.

G: Wystarczy, jeśli ich namówisz, żeby jutro, zaraz po szkole przyszli do kościoła.

K: Ale jak ich namówię?

G: Coś wymyślisz - już Twoja w tym głowa, i lepiej nic nie wspominaj o figurce. Dobranoc.

K: Ale co im powiem, że po co mają przyjść? Poczekaj!

/Gwiazda odchodzi/

Narrator:
Ale Gwiazdy już nie było.

K: Ładna historia. Nie ma co. Mam tylko nadzieję, że mi się to wszystko śni.

Narrator:
Kasi nie było łatwo iść następnego dnia do szkoły.

/W szkole.../

K: Hej chłopaki!

Ch 2: Hej. Już wszystko w porządku?

K: No... niezupełnie. Mam właśnie do was małą prośbę...

Ch 1: Zrozum - ja już dokładnie zaplanowałem na co wydam pieniądze. Nie mogę teraz tego zmieniać.

K: Ale ja wcale nie chcę prosić was o pieniądze.

Ch 1 i 2: Nie??!

Narrator: Sama się zdziwiła, że powiedziała coś takiego, ale mówiła dalej.

K: Chciałabym tylko, żebyście dzisiaj, zaraz po lekcjach przyszli do kościoła. Naprawdę - tylko na chwilkę.

Ch1: Ale po co?

K: Teraz wam nie mogę powiedzieć. Ale to ważne. Przyjdźcie - co wam szkodzi?

Ch 2: To znaczy, że już masz nową figurkę?

K: Zobaczycie, jak przyjdziecie.

Ch 1: Musisz być taka tajemnicza?

Ch 2: Zastanowimy się jeszcze.

K: Będę na was czekała.

/chłopcy odchodzą/

K: /do siebie/ Co ja najlepszego robię? Zamiast szukać pieniędzy, to zapraszam ich na tajemnicze spotkanie. I co ja im powiem, jak już przyjdą? To wszystko przez te moje dziwne sny...

/W kościele.../

Narrator:
W kościele czekała już na nią koleżanka.

A: No cześć - myślałam, że już nie przyjdziesz. Sama jesteś? A chłopcy? Rozumiem, że dali ci pieniądze?

K: Nie mam ani grosza więcej niż miałam wczoraj.

A: Jak to? I co my teraz zrobimy?

K: Zobaczymy. Może chłopcy jednak przyjdą. Prosiłam ich o to.

/po chwili, patrząc na stajenkę/ Widzę, że wszystko już ładnie ustawiłaś - brakuje tylko...

A: Niestety - najważniejszej figurki. O! Spójrz - jednak idą.

K: /do siebie/ Co ja im teraz powiem? Nie mam pojęcia.

Ch 1 i 2: Jesteśmy.

K: Cieszę się.

/chwila milczenia/

Ch 1: To może powiesz nam, po co mieliśmy tutaj przyjść?

K: Oczywiście... No więc...

/w tym momencie na scenie pojawia się małe dziecko -najlepiej z I klasy - z mamą/

Narrator:
I wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Do kościoła weszła właśnie mała dziewczynka ze swoją mamą...

Dziecko: No widzisz mamusiu! Mówiłam ci, że na pewno już będzie stała tutaj stajenka i żłóbek. Mamusiu! Chodź szybciej. Bozia jest taka maleńka. Trzeba jej podać butelkę z mleczkiem, bo się zaraz rozpłacze... /nagle dziecko dostrzega pusty żłóbek/ Ojej! Mamusiu! W żłóbeczku nie ma Dzieciątka! Jakiś zły człowiek porwał Jezuska!

/dziecko wybucha płaczem/

Mama: Kochanie. Nie płacz. Nikt nie porwał Jezusa. Po prostu dzieci nie zdążyły Go jeszcze położyć do żłóbka. Prawda? /tu mama zwraca się w kierunku dzieci/

Ch 1: Tak. Oczywiście. Twoja Mama ma rację. Nie płacz. Jak jutro przyjdziesz do kościoła przekonasz się, że Jezus będzie na swoim miejscu. Przecież to jutro jest noc Bożego Narodzenia.

Dziecko: Obiecujesz, że jutro zobaczę tutaj Dzieciątko?

Ch 1: Tak, obiecuję. A ty obiecujesz, że nie będziesz już płakała?

/dziewczynka kiwa głową/

Ch 1: No to uśmiechnij się.

Mama: /do dziecka/ Chodźmy już. Przyjdziemy do żłóbka jutro.

A: Wyobraźcie sobie, co będzie się działo jutro, jeśli w żłóbku nie będzie Jezusa. Przecież to już nie jedno, ale wszystkie małe dzieci będą płakały nad tym żłóbkiem, wyobrażając sobie nie wiadomo co.

Ch 2: I to wszystko przez nas.

Ch 1: Wcale się nie dziwię, że ta dziewczynka płakała. No bo co to za święta Bożego Narodzenia, gdy żłóbek jest pusty. /po chwili/ A wiecie, że ja zupełnie o Nim zapomniałem...

Ch 2: O kim zapomniałeś?

Ch1: No, o Jezusie.

A: Niemożliwe - nie mógłbyś zapomnieć. Przecież, gdyby nie On, nie byłoby tych wspaniałych Świąt!

Ch 1: A jednak ja zapomniałem. Myślałem tylko o tym, żeby zadziwić mamę pięknym prezentem. A nie pomyślałem wcale o tym, żeby pomóc jej w porządkach, żeby zapytać babcię, czy nie potrzebuje pomocy w robieniu zakupów, że przecież miałem obowiązek odkupić figurkę, skoro sam przyczyniłem się do jej zniszczenia - o tylu sprawach zapomniałem. Jak w moim sercu mógłby narodzić się Jezus? /po chwili/ Dobrze, że mam jeszcze czas, by to wszystko naprawić.

Kasia - nie masz pojęcia jak bardzo jestem ci wdzięczny, że kazałaś mi tu dzisiaj przyjść. Proszę - tu są pieniądze na nową figurkę. Powinno wystarczyć.

K: Naprawdę? A prezent dla mamy? Zresztą - wiesz, moja mama mówiła, że to ja jestem dla niej najpiękniejszym prezentem, więc może twoja myśli podobnie?

Ch 1: Może. A poza tym moja mama ma już tyle rzeczy. Kupię jej jakiś drobiazg. To wystarczy. Najważniejsze, że dotrzymam słowa danego tej małej dziewczynce - jutro zobaczy tutaj małego Jezusa - nie mógłbym jej zawieść.

/Już w domu... jest noc/

Narrator:
Tego wieczoru Kasia nie miała problemów z zaśnięciem. Zasypiała spokojna i naprawdę szczęśliwa. Wierzyła, że to będą wspaniałe Święta.

G: Miło jest patrzeć na Twoje spokojne, uśmiechnięte sny. Od razu widać, ze wszystko jest już w porządku.

K: Dzięki Tobie.

G: Dużo więcej zawdzięczasz samej sobie. Otworzyłaś swe serce na moje światło i ono pozwoliło Ci wiele dostrzec, a co najważniejsze poprowadziłaś innych drogą tego światła. Przecież to dzięki Tobie Jezus narodził się w sercach Twych kolegów.

K: Dzięki mnie? Przecież ja nic nie zrobiłam.

G: Jak to nie? Gdyby nie Ty - nie przyszli by do kościoła, a wtedy nie zrozumieliby, jak bardzo zapomnieli o tym, co najważniejsze...

K: Kochana Gwiazdo! Jak dobrze, że pojawiłaś się w moim życiu! Dzięki Tobie te Święta już na pewno nie będą ani szare, ani smutne!

G: Cieszę się. I chyba prezent dla mamy już masz?

K: Tak. Coś zrobiłam. Tylko nie wiem, czy mamie będzie się podobało.

G: Na pewno będzie. A gdy zobaczy, że sama to robiłaś, będzie zachwycona.

K: Jak przyjdziesz do mnie jutro, opowiem Ci jaka była reakcja mamy.

G: Kochana jesteś Kasiu, że chcesz się wszystkim ze mną dzielić, ale myślę, że już nie jestem Ci potrzebna - przecież sprawiłam, że Twoje serce jest znowu radosne, radosne, bo króluje w nim Jezus - a to było głównym moim zadaniem. Dlatego nie przyjdę ani jutro ani nigdy więcej.

K: Jak to? Naprawdę musisz odejść?

G: Tak, ale nie martw się. Zawsze, kiedy tylko spojrzysz w oczy osoby, którą kochasz : Twojej mamy, taty, przyjaciela - zobaczysz moje światło. Ono będzie Ci przypominało nie tylko o mnie, ale przede wszystkim o małym Jezusie, który w te Święta naprawdę narodził się w Twoim życiu. To światło jest także w Tobie - nie pozwól mu zagasnąć. Ono pozwoli Ci iść przez życie z sercem jasnym i prostym, byś wszędzie mogła rozsiewać gwiazdy radości...

/tu Gwiazda zwraca się wyraźnie do widowni/

Bo tak naprawdę nikt tu na ziemi nie potrzebuje gwiazdki z nieba, by przemieniać świat. Wystarczy, jeśli odkryjemy tę gwiazdkę w sobie. Jej światło to światło Miłości. Miłości, którą jest Bóg, a On każdy, nawet największy smutek potrafi przemieniać w radość!

/Gwiazda odchodzi/

Narrator:
W Wigilię, wczesnym rankiem Ania przybiegła po Kasię. Wyciągnęła ją z łóżka - tak bardzo chciała jej pokazać figurkę, którą kupiła. Gdy dziewczynki przybiegły do kościoła, przekonały się, że nie tylko one od rana chcą przywitać się z Jezusem. Byli już tam chłopcy i nawet mała dziewczynka ze swoją Mamą. Wszyscy z radością przyglądali się małemu Dzieciątku.

Dziecko: /patrząc na Jezusa/ Ojej! Jaki śliczny, naprawdę. I taki uśmiechnięty. Zaśpiewajmy Mu razem jakąś kolędę, dobrze?

/Wszyscy biorący udział w przedstawieniu wychodzą na środek, ustawiają się wokół żłóbka i wspólnie śpiewają jakąś radosną kolędę/.